Statystyki

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj420
mod_vvisit_counterWczoraj3295
mod_vvisit_counterW tygodniu6964
mod_vvisit_counterTydzień temu23719
mod_vvisit_counterW miesiącu73533
mod_vvisit_counterMiesiąc temu92297
mod_vvisit_counterRazem4610817

Online: 57
Twoje IP: 34.204.173.45
,
Dzisiaj mamy: Paź 23, 2019

19
Lut
2018
Nati pisze ...cz.3 PDF Drukuj Email
Wpisany przez Renata Miler   

Nati pisze … dla nas

Już po feriach kolejny raz zapraszamy do spotkania z opowiadaniami Natalii Bernackiej z klasy 4c. Proponujemy dwa opowiadania jakby z życia wzięte. Z pewnością wielbiciele uroczej Zosi czekają z niecierpliwością...

 

Zakupy

Patryku! Dziś pójdziesz z Zosią do sklepu. Kupisz mi pół kilo krówek! Idźcie już.
Tata oderwał się od czytania gazety, wstał i ubrał buty i kurtkę. Ja zrobiłam to samo, tylko oderwałam się od bajki w telewizorze. Ubrałam kurtkę zimową, kozaki, szalik i różową czapkę z pomponem. Wyszliśmy. Tata powiedział:
- Ale ta pogoda brzydka...
- Tak. Jest listopad. - odpowiedziałam. Weszliśmy do dużego sklepu, który był supermarketem. Było tam mnóstwo półek i ludzi. Sprzedawczynie w zielonych fartuchach z napisami: ,,SUPER MARKET", białych (jakby) czepkach dyszały ze zmęczenia. Poszliśmy do działu z warzywami i owocami.
- Zrobimy mamie pyszną sałatkę! Leć po herbatę. Tę co zawsze! Czekam tu. - powiedział.
Pobiegłam po żółty kartonik z malusieńkimi czarnymi literkami i malinami na środku.Wsadziłam ją do wózka. Tata zastanawiał się nad marchewką i ogórkiem do sałatki.
- Weź marchewkę - dodałam. Tata posłuchał.
- Idź po mąkę. Zrobimy babeczki czekoladowe. Będę na nabiale.
- Dobra - poleciałam po mąkę ,,Ziarenko" tę, której używamy do wszystkich ciast. Tata brał jajka ,,O, kurka!".
- Tato! Kupmy cukierki krówki! Mam na nie ochotę!
- Nie teraz! Myślę, co mieliśmy kupić mamie!!
- Proszę... chcę krówki!
- NIE! Wiem! To coś z artykułów mięsnych!
Pobiegliśmy kilka półek dalej.
- Hmm... obiad też kupimy... Poproszę ten karczek! - tata pokazał największy karczek jaki był. - I szynkę drobiową 12 plasterków.
Pani w zielonym fartuszku wyjęła karczek i wsadziła go do woreczka. Pokroiła szynkę i wsadziła ją do woreczka z karczkiem.
- Dwanaś... aaaaa... - ziewnęła. - Dwanaście dziewięćdziesiąt osiem...
Tata włożył worek do żółtej reklamówki i poszedł na dział z cukierkami.
- Tato... weźmy krówki! O nie mama prosiła!!! - wrzasnęłam.
- Mama nie cierpi krówek! Uwierz mi. Znam ją lepiej od ciebie, a teraz weź 500 gram ciasteczek ,,miniaczki".
- Ale to były kr...
-Zosiu- tata mi przerwał. NIE! TO NIE BYŁY KRÓWKI DAJ SPOKÓJ! IDZIEMY DO KASY I DOMU! - chyba zbyt się uniósł. Nie było mi smutno. Ale byłam pewna, że to krówki... Podeszliśmy do pani z czarnym warkoczem, która się mocno szczerzyła.
- 24 złote 56 groszy. - powiedziała. Ale po kilku sekundach przestała się szczerzyć, kiedy tata powiedział że nie ma złotówki... Gdy wsiadaliśmy do windy i jechaliśmy do domu, tata mnie przeprosił. Powiedział, że to przez stres, i że to na pewno nie były krówki. Pocałował mnie w czoło i oboje uśmiechnięci zapukaliśmy do drzwi. Mama też była bardzo uśmiechnięta.
- Nie mogę się doczekać krówek, które kupiliście! - powiedziała z szerokim uśmiechem. Tata zbladł.

 

Myjnia

Wsiedliśmy do auta. Wycieraczka pod moimi nogami była cała z okruchów, kurzu i włosów. Mama i tata nie mieli lepiej; mieli głównie kurz, włosy i brązowe plamy. Kierownica i fotele były z kurzu, a obok mojego siedzenia mnóstwo plam czekoladowych i również okruchów.
- Musimy podjechać na myjnię! Nie wytrzymam w tym gruchocie! Tyle tu brudu! - powiedział tata, marszcząc czoło
- Racja, Patryku... Auto jest wysypiskiem śmieci... Do sklepu pojedziemy później. Jadę na myjnię! - odpowiedziała mama. Zamiast skręcić na parking sklepu, skręciła w prawo. Na ulicę Mokrą. To na niej była myjnia. Była niebieska. Miała 3 wielkie przegrody na auta. Na dachu był pionowy napis:
MYJNIA 24h
Skręciliśmy w środkową przegrodę, z której właśnie wyjeżdżał pomarańczowy seat. Wysiedliśmy z auta. Mama wrzuciła monetę, ja wzięłam coś, co było podobne do pistoletu wodnego. Nacisnęłam pomarańczowy guzik i okrążyłam auto. Z urządzenia lała się piana.
To było niesamowite uczucie! Piana spływała i na szybach było pusto; więc znów! Dookoła auta latać z tym czymś! Ale było super! Nawet niechcący umyłam tą pianą marynarkę taty, który miał z tego powodu skrzywione usta. Mama patrzyła ze zdumieniem, jak jej mała córeczka walczy z ciśnieniem piany. Gdy nagle z urządzenia przestała lecieć piana, mama mi podała kolejny pistolet na wodę i tym razem leciała z niego woda. Delikatnie. Nic się nie zmywało! Podeszła do mnie mama i powiedziała, że mam trzymać ten przycisk. Przytrzymałam. Jak trysnęło!!! Oblałam sobie nowe spodnie, głowę i całego tatę! Mama podbiegła wygoniła mnie do taty i zajęła się tym ciśnieniem.
- Ale narobiłaś Zosia... - powiedział tata.
- Oj tam, oj tam. - odparłam. Gdy mama skończyła, miała mokrą nową kurtkę i głowę.
- Pora na... po... A PSIIIIKK!! Na odkurzanie... - krzyknęła. Podjechała do grubego srebrnego słupa, w którym były 2 czarne rury, każda po innej stronie. My byliśmy po prawej. Tata wziął dziwny odkurzacz. Mama wepchnęła w dziurkę złotówkę, przycisnęła zielony guzik i tata mógł odkurzać. Ja za to wzięłam wycieraczki i trzaskałam nie o mniejszy słup. Taki w kratkę z dziurami. Mama mi wyjaśniła, że na tym słupie zatrzymuje się kurz. Gdy tata skończył auto lśniło. Srebrny lakier naszej skody raził po oczach. Wsiedliśmy do auta. Było czysto i żadnej okruszyny. Wyjęłam z torebki mamy chrupki orzechowe. 2 poleciały mi na wycieraczki. Niechcący w nie wdepnęłam... Nakruszyłam też na fotele. Kiedy mama i tata zobaczyli, co narobiłam wściekli się. Ja to nie rozumiem tych dorosłych! Po co myć i odkurzać auto, skoro i tak się nakruszy!

 

 Pozostałe opowiadania w dziale "Nati pisze"